środa, 26 sierpnia 2015

Ciemniejsze strony włosomaniactwa

Hej dziewczyny :)

Patrząc na tytuł posta zapewne niejedna z Was zastanowiłaby się o co chodzi ? Przecież świadoma pielęgnacja włosów nie zajmuje nam całe dnie a może przynieść naprawdę zadowalające efekty i do tego nie musimy wydawać majątek na kosmetyki - o jakichkolwiek wadach nie ma mowy. Czy aby na pewno ? Niestety ciemniejsze strony włosomaniactwa wychodzą wtedy kiedy nasza pielęgnacja nie jest do końca przemyślana.

Dotyczy to z reguły dziewczyn początkującym, a przecież wiadomo jak bardzo ważne są początki - motywują albo zniechęcają.


Niestety ciemniejszą stroną włosomaniactwa jest fakt, że szybko potrafi zniechęcić. Powodów może być tak naprawdę mnóstwo: 
-  nieudane olejowanie - czyli efekt tłustych włosów, spowodowany najczęściej zbyt dużą ilością nałożonego oleju i nieumiejętne spłukanie go z włosów. Myślę, że to jest klasyk który przerobiła każda włosomaniaczka. Niektóre dziewczyny jednak przez to rezygnują z olejowania, wychodzą z założenia, że to nie jest zabieg dla nich.
- przeproteinowanie  - czyli efekt zniszczonych włosów. Jak sama nazwa mówi nasze włosy zostały przekarmione proteinami - to częste składniki masek, ale znajdziemy je również w jajku czy żelatynie. Dlatego cudowne domowe maski jajeczne czy laminowanie żelatyną są fajnymi zabiegami, ale tylko raz na jakiś czas. 
- mimo intensywnej pielęgnacji włosy wciąż nie wyglądają dobrze - zazwyczaj jest tak kiedy nakładamy wszystko naraz  albo za każdym razem coś innego. Chcemy dobrze, nakładamy różne włosowe cuda, oczekujemy efektu wow a tu..nic szczególnego nam nie wychodzi. I jak tu się nie zniechęcić ? Zasada jest jedna - kosmetyki testujemy dokładnie, długo i obserwujemy włosy.

Istnieje też inna ciemna strona włosomaniactwa. 
Są nią zbyt ortodyksyjne włosomaniaczki, które mają swoją włosową guru ( najczęściej jest to blogerka ) i każde jej słowo jest jak wyrocznia. Oczywiście nie jest złą rzeczą stosować się do rad bardziej doświadczonej włosomaniaczki, ale trzeba to robić z głową ! Wiadomo, że każda z nas ma inne włosy i to, że jakiś kosmetyk sprawdzi się na włosach naszej guru nie znaczy, że u nas tak samo dobrze się sprawdzi. Ale co tam, skoro mam kręcone włosy to trzeba je myć odżywką, nie ważne, że na drugi dzień są tłuste i nie wyglądają lepiej, myję bo tak trzeba ;P To oczywiście przykład dość przesadzony, chociaż kto wie, może zdarzają się takie sytuacje ? 

Inny przykład? Silikony są beee, SLS-y też, w ogóle suszarka to samo zło, nie mówiąc już o prostownicy. Farbowanie, rozjaśnianie ? Nigdy w życiu ! A i najważniejsze - włosomaniaczka koniecznie, ale to koniecznie musi mieć długie włosy.


Wiadomo takie zbyt ortodyksyjne podejście też do niczego dobrego nie prowadzi...

Najlepiej jest odnaleźć złoty środek :) i przede wszystkim dużo testować i wyciągać wnioski a nie kurczowo trzymać się pewnych zasad, które są dobre, ale nie dla każdego. Silikony potrafią się przydać zwłaszcza posiadaczkom zniszczonych włosów, komuś bardziej może służyć SLS mimo, że ma kręcone włosy, suszarka odpowiednio używana może stać się naszym sprzymierzeńcem a nie wrogiem, a prostownica nie zrobi nam krzywdy o ile zastosujemy kosmetyki ochraniające przed wysoką temperaturą. Odnośnie koloryzacji - włosy są dla nas, jeżeli lepiej wyglądamy w innym kolorze to nie ma co  się zastanawiać, tylko farbować. 

A czy włosomaniaczka koniecznie musi być długowłosa ? Było już wiele dyskusji na ten temat, dlatego wiadomo co na ten temat sądzą "świadome" włosomaniaczki. Mam podobne zdanie, a w wielkim skrócie brzmi - nie liczy się długość, ale jakość. 

I to chyba tyle :)

A jak Wasze odczucia ? Co uważacie za ciemniejszą stronę włosomaniactwa ?

Trzymajcie się ciepło :) 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów #11 - mały strączkujący niewypał

Hej dziewczyny :)

Tym razem rytuał pielęgnacyjny odbył się troszkę wcześniej bo aż wczoraj :) ale ze sprawozdaniem jestem już punktualnie dlatego nie ma co przedłużać, zapraszam na kolejną niedzielę dla włosów :)
Kolejny raz uparcie się skupiłam na emolientach - ale to dlatego bo byłam ciekawa jak moje włosy zareagują na kolejną porcję olei - nie do końca wyszło tak jak chciałam.

Co zrobiłam ?

- na początek olej z orzechów włoskich na ok. 2 godziny - nowość , olej już dawno upolowany w Biedronce
- następnie, czas na mycie, kolejny raz sięgnęłam po szampon Biolaven - oczyściłam skalp a włosami na długości zajęła się piana
- po odsączeniu włosów z nadmiaru wody, przygotowałam maskę. Zdecydowałam się na Glorię wzbogaconą kilkoma kroplami olejku sezamowego Wellness&Beauty. Nałożyłam ją na wilgotne włosy na ok. godzinę - postanowiłam zaszaleć :)
- po spłukaniu maski, rozczesałam włosy na mokro grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach i pozostawiłam do wyschnięcia.

Jaki efekt ?

Marzyło mi się maksymalne dociążenia, ale nie chciałam przesadzić z olejami aby nie obciążyć czupryny. Nie było tragicznie pod tym względem, ale niestety włosy strasznie się strączkują. 


Po lewej rozczesane TT, na środkowym zdjęciu jeszcze w miarę wyglądają, a zdjęcie po prawej...różnica jak widać jest.
Zdjęcia były robione dzisiaj każde w odstępie pół godziny.

Być może dodałam za dużo oleju do maski, chociaż starałam się bardzo uważać. A może po prostu moje włosy mają dość oleju ^^ Ale równie dobrze mogłam za długo trzymać maskę.
Na następny raz powoli zacznę włączać humektanty i proteiny, chociaż podobno mają wrócić upały, dlatego może być ciekawie.

Oby Wasze włosięta miały się lepiej ! :)

Trzymajcie się ciepło :)

sobota, 22 sierpnia 2015

Jak zmieniło mnie włosomaniactwo ? Czyli nowe nawyki :)

Hej dziewczyny :)

Zapewne większość z nas przed włosomaniactwem przeżywała podobny scenariusz. 
Na początku przytrafiło nam się troszkę zniszczeń, włoski są niesforne, wypadają i ogólnie jest tragedia. Jaki jest następny krok ? Otóż działanie na własną rękę - czyli wizyta w drogerii w celu poszukiwania kosmetyków które całkowicie odmienią nasze włosy, a do tego rozdwojone, spalone końcówki cudownie się skleją. Marzenie ściętej głowy. 
I wtedy zaczyna się coś dziać: w ruch idzie internet i wyszukiwarka google. Wpisujemy nasz włosowy problem. I po paru sekundach ukazują nam się zupełnie obce witryny. Przeglądamy, czytamy co rusz otwierając ze zdumienia buzie. Pierwsza myśl - o co w ogóle chodzi ? Olejowanie, peh, skalp, laminowanie żelatyną..co to w ogóle jest ? 
Ale to chyba działa, bo w pewnym momencie widzimy efekty tego cudowania. I zazwyczaj kolejny raz wtedy nam szczęka opada - bowiem widzimy ideał, włosy piękne, błyszczące, mięsiste, dociążone. No jak z reklamy kosmetyków które podobno takie cuda czynią. Coś niebywałego prawda ? Ale niektórzy zamykają te przykładowe witryny - "a bo takie coś na pewno nie zadziała",
"ja nie mam na to czasu", "na pewno sporo trzeba zapłacić za taki efekt" - cóż szkoda, ale są osoby które widzą światełko w tunelu i są zdeterminowane aby polepszyć kondycję włosów. 
I czytają dalej...bo to wciąga. Z każdą chwilą coraz bardziej, chłonie się wiedzę jak gąbka, aż w końcu chce się samemu spróbować.
A jak się spróbuję to już ciężko z tego wyjść :) I to jest właśnie włosomaniactwo :)

Przypadłość na którą "zachorowałam" prawie dwa lata temu. Absolutnie nie żałuję, dzięki temu, że świadomie dbam o włosy inaczej patrzę na pewne rzeczy, a przede wszystkim odnalazłam swoją pasję :)


 Patrzę na składy kosmetyków, a nie czytam opisów producenta.

Potrafię w miarę dobrze rozszyfrować te tajemnicze nazwy, także nie jest dla mnie problemem określić z jakim kosmetykiem mam do czynienia. Ciekawie musi to wyglądać w Rossmannie kiedy przez 5 minut medytuję nad jednym szamponem, uparcie wpatrując się w niego ^^

Przed zakupem dokładnie czytam recenzję wybranego produktu. 

Kiedyś nie zwracałam na to uwagi, dlatego częściej trafiałam na buble. Na ten moment kompletnie nie wyobrażam sobie zakupienia kosmetyku o którym w ogóle nie słyszałam. Jak tylko taki zobaczę, niedługo potem szukam opinii na jego temat. Uwielbiam recenzje blogowe :P

Mam manię posiadania masek.

To niestety bardziej negatywna przypadłość, na pewno dla portfela. Lubię mieć dużo masek, obracać się wokół nich, mieć duże pole do wyboru podczas rytuału pielęgnacyjnego. Chwilami ogarnia mnie przerażenie z powodu ilości tego wszystkiego, bo jak ja to wykończę przed terminem ważności?!

 Każda wizyta w drogerii jest przemiłym doświadczeniem.
 
Ja po prostu lubię patrzeć na kosmetyki do włosów :) a jak widzę rządek Kallosów w Hebe to aż się uśmiecham. Mam ochotę je wszystkie wykupić, nawet dla samego patrzenia, wąchania ale same widzicie...to nie jest normalne :P Ogólnie przebywanie w drogerii sprawia mi radość. Wiem, że nic nie kupię ani nie znajdę tam nic nowego, ale i tak muszę raz w tygodniu wejść do Rossmanna czy Natury aby zrobić rundkę po regałach :) na moje nieszczęście u mnie w mieście nie ma Hebe ;/

Nie ważne czy w autobusie, na ulicy, u lekarza, w kościele czy gdziekolwiek - zawsze zwracam uwagę na włosy
nastolatek, dorosłych kobiet a nawet mężczyzn.


W myślach określam ich potencjał włosowy, porowatość, gęstość, itd, czasem zachwycam się skrętem, a czasem kręcę głową z niedowierzaniem jak można sobie tak włosy zniszczyć ;)
To świetny sposób na nudę ^^

 Chcę nawracać innych.

W moim otoczeniu nie ma innych włosomaniaczek, nad czym bardzo ubolewam. Nie mam z kim dzielić się włosowymi wrażeniami. No i maskami mogłabym się podzielić, chociaż ostatnio przyszła szwagierka załapała się na odlewkę Kallosa Blueberry. Dużo daje mi blogowanie i kontakt z innymi blogerkami, chociażby przez komentarze.. Ale właśnie i tak chcę nawracać innych :) Średnio mi to wychodzi niestety, gdyż nie chcę być nachalna i na siłę kogoś zmuszać do świadomej pielęgnacji.

Dostrzegam wielofunkcyjność kosmetyków :)

Olej już nie jest takim zwykłym olejem do smażenia, tak samo krem do rąk nie musi być koniecznie tylko do rąk. A zapewne wszyscy też znają wielofunkcyjność jednego z płynów do higieny intymnej, prawda ? :)

Macie podobne doświadczenia, odczucia ? Zmieniło Was włosomaniactwo w jakiś sposób ? :)

Trzymajcie się ciepło ;)



czwartek, 20 sierpnia 2015

A po trzech miesiącach..:P

Hej dziewczyny ;)

Nie myślałam, że dotrwam do tej chwili, ale udało się :) jestem już z Wami trzy miesiące. Bardzo się cieszę z tego powodu i absolutnie nie żałuję chwili kiedy zdecydowałam się założyć bloga. Dało mi to naprawdę wielkiego kopa i motywację do walki o piękne włosy które swoją drogą naprawdę zaczęły lepiej wyglądać. Powoli się zbieram do tego aby napisać swoją własną włosową historię - znając moje tempo ukaże się za kolejne trzy miesiące :P Może nie będzie jakaś spektakularna, ale na pewno uświadomi mi, że dzięki świadomej pielęgnacji włosięta wyglądają naprawdę lepiej. 

Na większe podsumowania i statystyki jeszcze przyjdzie czas, ale chciałabym również podziękować wszystkim osobom które poświęcają swój czas aby czytać moje wypociny :) mowa tutaj oczywiście o moich obserwatorach - fajnie, że jesteście ; )

Jednocześnie chciałabym Was zachęcić do polubienia mojego funpage na facebooku :) Będzie mi naprawdę bardzo miło. 

A teraz trzymajcie się ciepło :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów #10 - emolientów ciąg dalszy :)

Hej dziewczyny ;)

Przyznam, że ostatni tydzień był bardzo zajmujący a wszystko przez rodzinne wyjazdy – uwielbiam takie spędy, mimo, że upał dawał nieźle w kość i nawet zwykłe wyjście na spacer w godzinach popołudniowych jest istną katorgą.
Dlatego miałam troszkę mniej czasu na pielęgnacje włosów a przykładem jest mocno spóźniona niedziela dla włosów ;) Kolejny raz skupiłam się na emolientach - obecnie w taką pogodę boję się jakichkolwiek humektantów, chociaż biorąc pod uwagę równowagę PEH wypada coś w końcu wykombinować.

Co w takim razie wymyśliłam z okazji kolejnej niedzieli dla włosów ? ;)

Dla mnie olejowanie przed myciem to podstawa jeśli chodzi o dopieszczenie kłaczków.
Dlatego i teraz zdecydowałam się na olej sezamowy Wellness&Beauty - towarzyszył mi przez ok. 2 godziny zanim przystąpiłam do mycia. W tym celu sięgnęłam po szampon Biolaven - dokładnie oczyściłam nim skalp, a włosy na długości umyła spływająca piana.
Mokre włosy odcisnęłam z nadmiaru wody i przyszedł czas na maskę, jest to stały punkt programu. Tym razem wybór padł na ekspresową rosyjską maskę Babuszki Agafii. Dokładnie ją wprasowałam we włosy i trzymałam 30 minut.
Następnie po spłukaniu maski, rozczesałam włosy na mokro grzebieniem o rozstawionych zębach i chciałam poczekać aż wyschną same. W rzeczywistości były jeszcze lekko wilgotne, kiedy położyłam się spać - na szczęście grzecznie związałam je w koczek, dlatego myślę, że nie ucierpiały za bardzo :) 

A tak wyglądają dzisiaj :)


Po lewej z lampą, po prawej bez lampy, rozczesane TT :)

Nie będę się czepiać, efekt mi się podoba :) włosy są w miarę dociążone, są miękkie, ładnie falują, błyszczą się, czego chcieć więcej ? Podejrzewam, że to sprawka maski, kolejny raz świetnie się spisała. Czyżbym miała kolejnego ulubieńca ? Wszystko na to wskazuje :)

Na pochwałę zasługuję również szampon Biolaven - ma swoje wady, ale więcej zalet. Ostatnio narzekałam, że obciąża włosy u nasady, ale teraz chyba muszę to odszczekać ^^ delikatnie odświeża, nie wysusza, nie mam problemów ze zmyciem oleju.
Co prawda, na recenzję jeszcze przyjdzie czas, ale czuję, że z każdym myciem coraz bardziej się polubimy :)

A jak tam Wasze czuprynki ? Mam nadzieję, że nie dajecie się upałom :)

Trzymajcie się ciepło :)


środa, 12 sierpnia 2015

Podkład Pierre Rene Skin Balance Cover

Hej dziewczyny :)

Dzisiaj recenzja kosmetyku który nie został stworzony z myślą o pielęgnacji włosów. Jego celem w moim przypadku jest ukrycie tego co jest niepożądane ;) czy mu się to udaje ? 
Zapraszam do lektury :)

Mam dość problemową, tłustą cerę, różne niespodzianki, ślady potrądzikowe, zaskórniki, rozszerzone pory są dla mnie codziennością. Aczkolwiek suche skórki też są mi znane. Ogólnie mój makijaż nie może się obejść bez dobrego podkładu. Oczywiście kiedy idę do sklepu czy wynieść śmieci to nie mam w zwyczaju męczyć skóry :) 

Jakie cechy powinien dla mnie mieć podkład idealny ?

Cóż dla mnie najistotniejsze są dwie cechy: aby podkład miał wysokie krycie i dobrze matowił...ale efekt musi być naturalny. Nie przeżyję dwukilogramowej tapety, w postaci sztucznej maski, nie znoszę czegoś takiego :) Ważne jest też aby podkład nie ciemniał po aplikacji, nie podkreślał suchych skórek i nie zapychał. Opakowanie, konsystencja czy zapach to już drugorzędna sprawa. 

Wcześniej używałam podkładu Rimmel Stay Matte, ale nie byłam z niego dostatecznie zadowolona. Szukając nowości długo polowałam na Revlona Colorstay, zainteresowały mnie również podkłady mineralne ale traf chciał, że w końcu zdecydowałam się na Pierre Rene Skin Balance - często też nazywany tańszym zamiennikiem Revlona. 

Podkład Pierre Rene Skin Balance Cover


Opis produktu:
Wodoodporny podkład kryjący. Maskuje wszelkie niedoskonałości cery.
Perfekcyjnie dopasowuje się do struktury skóry przywracając jej blask i elastyczność.
Unikalna formuła kosmetyku dobrze się wchłania i utrzymuje do 12h.
Po aplikacji skóra staje się promienna i wygląda na młodszą.
Luksusowa formuła zawiera kompleks napinający skórę, ekstrakty roślinne i witaminę E.
Dostępny w 7 odcieniach.

Skład:
Cyclopentasiloxane, Aqua, Dimethicone, Propylene Glycol, Trimethylsiloxysilicate, Sodium Chloride, Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Trihydroxystearin, Magnesium Stearate, Laureth-9, Methylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Diazolidinyl Urea, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Parafum, [May Contain/Może Zawierać (+/-): Ci 77891, Mica, Ci 77499, Ci 77491, Ci 77492] (8.05.2015.)

Opakowanie:
Podkład znajdziemy w szklanej, poręcznej, zgrabnej buteleczce z wygodną pompką która idealnie dozuje i nie zacina się. Pojemność - 30 ml. Szata graficzna skromna, minimalistyczna, elegancka, dominuje kolor czarny z białymi akcentami ( tekst )


Konsystencja i zapach:
Konsystencja niezbyt gęsta, ładnie się rozprowadza, ale lubi zastygać - trzeba na to uważać :) Zapach specyficzny, ciężko mi go opisać, jest taki słodki, ciasteczkowy, średnio mi odpowiada, ale to tylko zapach, który i tak nie utrzymuje się na skórze.


Odcień: 
Od zawsze miałam problem z dobraniem koloru podkładu, wiadomo cera zupełnie inaczej wygląda w drogerii a inaczej w zaciszu domowym. Postanowiłam zaryzykować i po wstępnych oględzinach zdecydowałam się na odcień champagne - najjaśniejszy i chyba najbardziej popularny. Wyboru nie żałuję, kolor dobrze się wtapia w skórę, wygląda naturalnie i nie ciemnieje.


Wydajność:
Jest w porządku ale niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ostatnio rzadziej używam tego podkładu z racji upałów, może być zbyt ciężki na ten letni okres, dlatego myślę, że przez jakiś czas będzie mi jeszcze towarzyszyć :) 

Cena:
Tutaj też nie ma co narzekać. Standardowo kosztuje ok. 21zł. Jestem w stanie wydać tyle na podkład, uważam, że to i tak niewysoka cena w porównaniu z innymi produktami tego typu. Warto jednak polować na promocje, zwłaszcza w drogerii Natura :)

Dostępność:
Jest dobra. Podkład na pewno znajdziemy w drogerii Natura, oraz w drogeriach internetowych.

Skuteczność:
Krycie jest bardzo dobre, w połączeniu z Camouflage Catrice daje naprawdę świetny efekt. Myślę, że dobrze ukazuje to poniższe zdjęcie


Po lewej cera bez podkładu, po prawej już po aplikacji palcami, bez korektora i pudru ( nałożyłam dwie cienkie warstwy)

Skóra  jest odpowiednio zmatowiona ale wygląda naturalnie, nie ma efektu maski, koloryt jest ładnie ujednolicony. Co do trwałości również nie mam zastrzeżeń, dopiero po paru godzinach cera zaczyna się troszkę błyszczeć i wymaga poprawek. A warto zaznaczyć fakt, że nie używam bazy.
Odnośnie suchych skórek - podkład ich nie podkreśla, o ile systematycznie stosujemy peelingi. Wtedy jest wszystko w porządku :) 
Na szczęście nie zapycha.
A jak wygląda współpraca z pędzlem ? Nie mam do czynienia z flat topem więc nie mogę się wypowiedzieć. W swoim arsenale mam jedynie taki zwykły pędzel do podkładu, używam go dość często - można nim stemplować miejsca wymagające większego krycia. Niestety mam wrażenie, że poprzez pędzel tworzą się smugi - dlatego wolę używać palców :)
Czy produkt jest wodoodporny ? Tego nie wiem, nie miałam okazji tego sprawdzić, ale zwykły płyn micelarny wystarczy aby zmyć resztki podkładu.

Plusy:
- podkład bardzo dobrze kryje
- bardzo dobrze również matowi
- długo utrzymuje się na skórze
- nie zapycha, nie podkreśla suchych skórek, nie waży się i nie ciemnieje
- brak efektu maski
- odcień - może być idealny dla bladych osób
- odpowiednia konsystencja - podkład ładnie się rozprowadza
- wygodna pompka
- estetyczna szata graficzna 
- cena
- wydajność
- dostępność

Minusy:
- częściowo zapach - ale to mało istotna kwestia
- podkład jest dość treściwy, nie każdemu może odpowiadać
- jest idealny na jesień i zimę, ale na lato już nie

Czy ponownie kupię podkład Pierre Rene Skin Balance Cover ?
Nie wykluczam takiej opcji, być może to nastąpi kiedy Revlon nie przypadnie mi do gustu - na ten moment chcę go dogłębnie przetestować i porównać z poprzednikiem. A potem może skuszę się jeszcze na podkłady mineralne ? Opcji jest naprawdę wiele :)

Podsumowując
Jak najbardziej polecam ten produkt osobom które mają problematyczną cerę, która na dodatek ma tendencję do nadmiernego błyszczenia. Należy tylko pamiętać o systematycznym peelingu, aby podkład nie uwydatniał suchych skórek. Myślę, że powinny mu przyjrzeć również posiadaczki jasnej karnacji, może w ten sposób znajdą swój odcieniowy ideał ? 
Oczywiście nie jest tak, że na pewno u każdego ten kosmetyk się sprawdzi często jest tak, że może wykazywać zupełnie odwrotne działanie. 
Wydaje mi się, że jednak warto się pokusić, cena nie jest kosmiczna, a jeżeli podkład się sprawdzi to czego chcieć więcej ? :)


Znacie, lubicie ? A może kogoś skusiłam ? ;>

Trzymajcie się ciepło :)


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów #9 - emolientowo

Hej dziewczyny :)

Czas na kolejną włosową niedzielę. Ostatnio przeszkadzał mi puch dlatego dzisiaj postawiłam na solidną dawkę olejów - solo i w kosmetykach ;) trochę obawiałam się czy przypadkiem nie przesadziłam, w końcu taka ilość emolientów może nieźle obciążyć ale efekty zobaczycie poniżej. Zapraszam :)

Co zrobiłam ?

- tradycyjnie olejowanie na sucho, na ok. 2 godziny - ponownie postawiłam na olej z nasion bawełny.
- następnie na pół godziny przed myciem zemulgowałam olej maską Kallos Blueberry
- przyszła pora na mycie - w tym celu sięgnęłam po szampon Biolaven (debiut)
- po myciu czas na ekspresową maskę Babuszki Agafii - wmasowałam ją w wilgotne włosy na 5 minut
- po spłukaniu maski, rozczesałam włosy na mokro, grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach i pozostawiłam do wyschnięcia
- na koniec wtarłam odrobinę serum Mythic Oil w końcówki

A oto i efekt :)


Tak wyglądają dzień po myciu, rozczesane TT. Na zdjęcie bez lampy niestety już nie było szans.

Cóż mogę powiedzieć, jest dobrze :) jak widać jest blask - lampa robi swoje, ale nawet sama jak patrzę na włosy to widzę, że się błyszczą. Są miękkie i dość puszyste, chociaż powinny być wygładzone - ale nie ma co narzekać :) 
Problemem jest jak zawsze lekki przyklap, maski i olej nakładałam od ucha w dół, czyżby winny jest Biolaven ? To się okaże, szampon dalej będę wnikliwie testować, ale być może powinnam wrócić do szamponów z mocniejszymi detergentami, albo przynajmniej używać ich częściej.  

Trzymajcie się troszkę mniej ciepło, upał jednak robi swoje :)

 

sobota, 8 sierpnia 2015

L'Oreal Professionnel, Mythic Oil

Hej dziewczyny ;)

Dzisiaj konkretniej skupimy się na produkcie o którym wcześniej nie miałam pojęcia jak jest bardzo istotny w pielęgnacji włosów. Jego zadaniem jest przede wszystkim ochrona końcówek przed temperaturą i czynnikami mechanicznymi - aby się nie niszczyły i nie rozdwajały. Same dobrze wiemy jak uciążliwe potrafią być rozdwojone końce, dlatego zawsze staramy się tego uniknąć stosując silikonowe serum :) 

Jest to zazwyczaj mieszanka silikonów i olejów o płynnej, oleistej konsystencji i pięknym zapachu. Jak już wyżej wspomniałam funkcją tego kosmetyku jest ochrona, ale oprócz tego serum wizualnie poprawia wygląd włosów. Świetnie wygładza do tego nabłyszcza :) jest bardzo przydatny i każda osóbka świadomie dbająca o wygląd kłaczków powinna na stałe wprowadzić ten produkt do swojej pielęgnacji. Jego zamiennikiem mogą być oleje roślinne.

Na co trzeba uważać stosując serum ? aby niechcący nie obciążyć nim włosów :) wystarczy użyć naprawdę niewiele aby osiągnąć zadowalający efekt, nie przeciążając przy tym włosów. Do tego dobrze jest raz na jakiś czas umyć kłaczki oczyszczającym szamponem, aby zmyć nadmiar silikonów

Na początku mojej włosomaniaczej przygody długo nie miałam pojęcia o istnieniu takiego kosmetyku. Przez internet przewijały mi się szampony, odżywki, maski, ale silikonowych olejków nie zauważałam - wiedziałam jedynie, że olejami można chronić końce. Kiedy dopiero po roku dostałam swoje pierwsze serum w prezencie, zaczęłam szukać opinii na jego temat. Były same pozytywne, uświadomiłam sobie jak dobry kosmetyk posiadam. A dzisiaj zapraszam na jego recenzję :)  

Mythic Oil L`Oreal Professionnel.


Opis produktu:
Mythic Oil to uniwersalny olejek upiększający, który dostosowuje się do każdego rodzaju włosów.
Jego wyjątkowa formuła wzbogacona została w olejek z awokado i pestek winogron. Ten produkt o wszechstronnym zastosowaniu dyscyplinuje włosy i nadaje im blask. Inspiracją do stworzenia olejku jest wyjątkowa magia orientalna, która czyni go kosmetykiem budzącym pożądanie ze względu na konsystencję oraz intensywne działanie.
Formuła wzbogacona w 2 wyjątkowe olejki, dla miękkości, zdyscyplinowania i rozświetlenia włosów:
- olejek avocado, który jest bogatyw witaminy A, B1, B2, D i kwasy tłuszczowe Omega 3 i 6. Olejek z awokado jest naturalnie lekki. Posiada właściwości odżywcze i rozświetlające włosy;
- olejek z pestek winogron. Słynny ze swoich właściwości odżywczych i przeciwutleniających, olejek z pestek winogron
posiada wysoką zawartość kwasów tłuszczowych w tym kwasu linolowego.
Olśniewające rezultaty: intensywne odżywienie, spektakularne rozświetlenie, miękkość włókna włosa i ułatwione suszenie.
Ochrona przeciw puszeniu się włosów

Sposób użycia: W zależności od rodzaju włosów nałożyć 1 lub 2 pompki produktu na dłonie, następnie wmasować w wilgotne lub suche włosy i przystąpić do modelowania. W przypadku dostania sie produktu do oczu, natychmiast przepłukać je wodą. 

Skład:
Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, C12-15 Alkyl Benzoate, Persea Gratissima Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Limonene, Hexyl Cinnamal, Coumarin, Linalool, Buthylphenyl Methylpropional, Benzyl Alkohol, Hydroxycitronellal, Amyl Cinnamal, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Isoeugenol, Benzyl Benzoatem Cinnamyl Alkohol, Citronellol, Parfum

Na pierwszych dwóch miejscach mamy silikony, dość przyjazne, łatwo zmywalne. Oprócz tego dość wysoko mamy oleje: awokado i z pestek winogron. 

Opakowanie:
Serum znajdziemy w poręcznej plastikowej buteleczce z wygodną pompką, o pojemności 125 ml. Szata graficzna jest można powiedzieć ekskluzywna ale cieszy oko. 

Konsystencja i zapach:
Konsystencja jest olejowa ale płynna, wodnista a zapach piękny, dość mocny, ale nienachalny, po aplikacji olejku długo się utrzymuje we włosach :)

Wydajność:
Wzorowa ;) olejek towarzyszy mi już od bardzo długiego czasu a jak widać i tak sporo jeszcze zostało z zawartości. Wystarczą mi tylko 1 - 2 pompki aby ujarzmić puch.

Cena:
Niestety akurat ten olejek do tanich nie należy. Ceny wahają się od 40 do 50 zł, ale według mnie za taką jakość i wydajność warto zainwestować. Nie wiem w jakiej cenie był mój olejek, ponieważ dostałam go w prezencie :)

Dostępność:
I tu też problem. Serum nie znajdziemy w drogerii, stacjonarnie ciężko go nabyć - jedynie w sklepach fryzjerskich. Myślę, że kolejny raz pomocny okaże się internet. 

Działanie:
Od tego typu kosmetyku wymagam aby likwidował puch ale nie obciążał, nabłyszczał, ochraniał końce i pięknie pachniał. Olejku używam codziennie i wszystkie te warunki zostały spełnione :) Z reguły stosuję go na suche włosy, rzadziej na wilgotne, pamiętam jednak, że nie miałam problemów z ich rozczesywaniem. Czy ochrania przed wysoką temperaturą ? podejrzewam, że tak, rzadko używam prostownicy a suszę jedynie chłodnym nawiewem, ale olejek świetnie się spisuje przy upałach. 

Plusy:
- serum ochrania końce przed temperaturą i uszkodzeniami
- nabłyszcza
- likwiduje puch, wygładza
- ma dobry skład
- piękny zapach
- jest wydajne
- ma estetyczną buteleczkę
- nie obciąża (lekka konsystencja)
- łatwo się je aplikuje (wygodna pompka)

Minusy:
- cena 
- dostępność

Czy ponownie kupię Mythic Oil ?
Raczej nie :) jestem z niego bardzo zadowolona, ale mam nadzieję, że znajdę olejek tańszy i bardziej dostępny o podobnym działaniu. 

Podsumowując:
Mogę z całego serca polecić to serum. Cena nie zachęca, ale wydajność i przede wszystkim jakość przeważają nad nią, dlatego warto zainwestować, a być może odnajdziecie swój ideał :) wiem, że jest już bardzo dużo pozytywnych opinii w internecie odnośnie tego olejku, więc Ameryki nie odkryłam, ale chciałam również coś dorzucić od siebie :)

Znacie, lubicie ? :)

Trzymajcie się ciepło :)




poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów #8 - oczyszczająco

Hej dziewczyny :)

Nie macie pojęcia jak ten czas szybko leci, jeszcze niedawno zaczęły się wakacje, a tu już sierpień nas przywitał :) co prawda ja mam do października spokój, ale trochę przeraża mnie to tempo. Pozostaje nam z tym jakoś  żyć i czerpać same przyjemne chwile z naszej codzienności. Ale dzisiaj nie o tym (już zaczęłam prawie filozofować jak zwykle), bo jak co tydzień przychodzę do Was z Niedzielą dla włosów. Odbyła się ona w sobotę gdyż w niedzielę byłam na chrzcinach pod Krakowem. Jesteście ciekawe czy byłam zadowolona z efektów ? Zapraszam na relację :)

Co zrobiłam ?

- tradycyjnie olejowanie na sucho, (na ok. 4 godziny) - tym razem wybór padł na olej z nasion bawełny 
- pora na mycie - i w końcu przywitałam się SLES-em. 

W piątek wybrałam się do małej drogerii po szampon - wybrałam Barwę rumiankową, jeszcze jej nie miałam :) i cóż nie byłabym sobą gdybym czegoś jeszcze nie kupiła, ale o tym na końcu :) 
Odnośnie mycia, starałam się oczyścić jedynie skalp, włosami na długości zajęła się piana. 

- następnie na wilgotne włosy wmasowałam maskę Biovax do włosów słabych, skłonnych do wypadania, na 30 minut
- po spłukaniu maski, nałożyłam jeszcze na 5 minut odżywkę Nivea Long Repair
- po spłukaniu odżywki, rozczesałam wilgotne włosy grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach i pozostawiłam do wyschnięcia
- na koniec, już na suche włosy wtarłam odrobinę serum Mythic Oil

A oto efekt ;)


Zdjęcie niestety aż z dzisiejszego dnia. 
Na początku myciu była katastrofa - włosy były jeszcze wilgotne kiedy już zauważyłam, że są dziwnie spuszone, matowe, suche. Owszem zawsze zaraz po myciu, włosy mi się puszą, ale teraz był puch roku. I zaraz gonitwa myślowa i szukanie winnego ^^ może po prostu takie połączenie kosmetyków moim włosom nie odpowiada ? Cóż myślę, że prędzej czy później na pewno do tego dojdę :) Dzisiaj już jest lepiej, ale ogólnie nie jestem zadowolona z efektu. Włosy są nijakie - albo może ja za dużo wymagam od nich i najzwyczajniej się czepiam ;) 
Plusem jest to, że szampon z SLES zadziałał jak powinien :) Oczyścił, odświeżył i nawet nie ma przyklapu :) Oby tak dalej.

A na koniec..oto co kupiłam wraz z szamponem :)
 
Miałam przystopować z maskami, ale jak zobaczyłam tą to nie mogłam się powstrzymać, musiałam ją mieć :) Standardowo można ją nabyć w Auchanie, ale udało mi się ją dorwać w malutkiej drogerii, za 6 zł. Były tam też Kallosy - Aloe i Multivitamina, kusiły bardzo, ale na ten moment kolejna maska to już stanowczo za dużo. 

Mam nadzieję, że Wasze niedziele były bardziej udane ;)

Trzymajcie się ciepło :)