piątek, 30 października 2015

Październikowe nowości

Hej dziewczyny :)

Tak jak już wspominałam we wcześniejszym poście w tym miesiącu do mych rączek trafiło troszkę nowości. Są to nie  tylko kosmetyki włosowe, o czym przekonacie się za chwilę. Część produktów dostałam, część kupiłam spontanicznie ale były też zakupy od dawna planowane :)

Nie przedłużając, zapraszam na dalszą część posta :)

Kolorówka



Baza pod makijaż, BeBeauty:
Jak wiecie, w tym miesiącu uczestniczyłam w ważnej uroczystości jaką jest ślub mojej siostry. Z tego również powodu chciałam aby mój makijaż był nienaganny i nie spłynął po paru godzinach. Stąd właśnie ten zakup :) Na co dzień nie używam raczej tego typu kosmetyków ( a może powinnam ? ) dlatego nie zdecydowałam się na drogeryjny produkt, tylko udałam się do Biedronki. Czy baza rzeczywiście się sprawdziła ? Szczerze mówiąc nie wiem, liczyłam, że podczas wesela uda mi się czmychnąć do toalety poprawić makijaż, ale zwyczajnie nie było kiedy :)


Kredka do brwi Catrice, odcień 040
Bardzo lubię podkreślać brwi i w tym celu używałam zestawu cieni z Essence ale mimo tego, zdecydowałam się na zakup kredki i nie żałuję, bo obecnie używam tylko jej :)


Tusz do rzęs Lovely, Curling Pump Up Mascara
Jakiś czas temu kupiłam w Rossmannie tą maskarę, bardzo zaciekawiona, co to za cudo, bo jak same wiecie..większość opinii w internecie jest bardzo pozytywnych :) nie zawiodłam się, tusz jest wręcz idealny, a szczoteczka jest dokładnie taka jak lubię. Nie zrobiłam osobnej recenzji tego tuszu, bo powiem szczerze że niczego nowego bym nie napisała. Bardzo polecam, a na zdjęciu jak widzicie pojawił się nowy egzemplarz :)

Poczwórne cienie do powiek Maybelline Big Eyes, 01 - Luminous Brown i 04 - Luminous Blue
Obie paletki dostałam w prezencie, jedna jak widać jest w ciepłych tonacjach, a druga bardziej w chłodnych :) Lubię subtelny make-up na dzień, dlatego myślę, że cienie idealnie się spiszą.

 Biedronkowy bananowy balsam do ust
Spacerując po Biedronce natrafiłam na te kolorowe kulki z wyglądu przypominające słynne balsamy EOS. Z ciekawości wzięłam wersję bananową, tym bardziej, że cena była dość korzystna - ok 6 zł. Kuleczka trafiła od razu do torebki, bardzo lubię maziać nią usta , tym bardziej, że ma przyjemny zapach :) szkoda tylko że szybko znika z ust ;/

Włosy i twarz



Suchy szampon Batiste Heavenly Volume
Lubię tego typu produkty, bo naprawdę potrafią wyratować z opresji, kiedy musimy gdzieś wyjść, a włosięta nie wyglądają już tak świeżo. A jak suchy szampon to tylko Batiste :) 

Żel myjący do twarzy Biolaven
To już mój drugi produkt marki Biolaven, pierwszy był szampon, którego swoją drogą jeszcze nie zdenkowałam :) Szukałam w miarę delikatnego myjadła do twarzy ale długo nie wiedziałam na jaki się zdecydować. Ten żel kupiłam pod wpływem impulsu, ale nie żałuję, bo skóra po myciu jest przyjemnie gładka i oczyszczona a zapach jest cudowny. Ale na recenzje jeszcze przyjdzie czas ;)

Kallos Latte
Tak jak wspominałam w poprzednim poście jest to efekt wymianki z siostrą, w zamian oddałam Kallosa Color oraz odżywkę Nivea Long Repair. Maska jako bohater ostatniego Dnia dla włosów niezbyt mnie zachwyciła, ale z oceną poczekam, aż dogłębnie ją przetestuję. 

Biovax Pearl
Tą maseczkę nabyłam chyba już pod koniec września, ale nie miałam okazji jej tutaj jeszcze pokazać na blogu. Biovaxy z serii Glamour już od jakiegoś czasu mnie kusiły, aż w końcu wersja Pearl trafiła do mojego rossmannowskiego koszyka. Jak do tej pory maseczki użyłam tylko raz, ale myślę, że może wyjść coś ciekawego z naszej współpracy :)

Olej arganowy Nacomi
Na olej trafiłam w jednej z drogerii no name co mnie zaskoczyło :) Przyznaję, że jestem ciekawa, jak moje włosy zareagują na to cudo ale póki co olej stosuję na twarz. 

Olejek orientalny Marion migdały i dzika róża
 Co prawda nie wykończyłam jeszcze Mythic Oil, ale do zakupu olejku z tej serii skusiły mnie pozytywne opinie włosomaniaczek. Niska cena a do tego małe zgrabne i estetyczne opakowanie - idealnie nadaje się do torebki, bo przykładowo na uczelni też lubię wetrzeć kapkę olejku we włosy :)

Saszetka Biovax do włosów blond
Włosów blond nie mam, ale przy maskach już nie kieruję się ich przeznaczeniem lecz składem. Nie testowałam jeszcze tej wersji, dlatego z miłą chęcią się z nią zapoznam :)

I na koniec...paznokcie ! 


Zestaw do manicure hybrydowego Semilac   
Już od dawna miałam ochotę na hybrydy z Semilaca, ale zawsze brakowało funduszy. Z pomocą przyszła moja rodzinka z chłopakiem na czele którzy sprawili mi taki zestaw na urodziny ; ) Radość była ogromna, nie spodziewałam się takiej niespodzianki :) 

W skład zestawu wchodzą: 
- baza i top
- trzy kolorki - 039 Sexy Red, 060 Bubblegum Pink i 036 Pearl Violet 
- aceton
- cleaner - odtłuszczacz
- pilniczek 
- polerka
- drewniane patyczki 
- radełko do skórek
- waciki bezpyłowe ( nie ma na zdjęciu ) 
- lampa UV ( również nie ma na zdjęciu ) 

Oczywiście systematycznie będę kupować coraz to nowsze kolorki, już się nie mogę doczekać :)

I to tyle z nowości :) Coś przykuło Waszą uwagę ?

Trzymajcie się ciepło :)

środa, 28 października 2015

Dzień dla włosów - złożona pielęgnacja z udziałem protein :)

Hej dziewczyny :)

Brak czasu daje o sobie nadal znać, dlatego dopiero wczoraj nadszedł moment aby zrealizować rytuał włosowy, który po raz kolejny okaże się dniem dla włosów:)

Na początek warto wspomnieć jak się mają moje włosy - niestety jest kryzys. W porównaniu z lipcem czy sierpniem, różnica jest znaczna. Znaczący wpływ ma mój brak czasu, przyznam, że troszkę mniej czasu poświęcałam włosom, do tego częściej w moje rączki wpadał suchy szampon, ale nie myślałam, że będzie tak niefajnie ;/
W ostatnim czasie po myciu efekt jest ten sam - albo przeciążone kosmki, smętnie wiszące, albo przesuszone końce. Do tego mocne wypadanie, ale wydaje mi się, że do poziomu ekstremalnego, trochę jeszcze brakuję, dlatego staram się nie wpadać w panikę.

Dosyć narzekania, czas działać ! 

Co zrobiłam ?

Oczyściłam włosy rumiankowym szamponem Barwa - ostatnio trochę przesadziłam z olejowaniem ( po dwóch latach włosomaniactwa zdarzają mi się jeszcze takie wpadki xd :), dlatego wolałam dogłębnie oczyścić włosięta. Oprócz tego wykonałam również peeling cukrowy, skalp wyraźnie go potrzebował.

Co potem ?

Zdecydowałam się na złożoną pielęgnację, tym razem z udziałem protein. W tym celu, na wilgotne włosy, na pół godziny pod turban nałożyłam maskę Kallos Latte - nowość w mojej armii, wskutek wymianki z siostrą która nie bardzo polubiła się z tą maską przez hmmm zapach xd W zamian podarowałam jej Kallosa Color, u mnie nie wywołuje pożądanego efektu, dlatego mam nadzieję, że u niej się sprawdzi :) 

Po spłukaniu maski, nałożyłam odżywkę Garnier z olejem awokado i masłem karite i po ok 5 minutach spłukałam. Następnie wilgotne włosy rozczesałam grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach i pozostawiłam do wyschnięcia.

Czas na zdjęcia :)


Jak widać niewiele się zmieniło :) o ile zawsze byłam zadowolona ze złożonej pielęgnacji, tak teraz niewiele pomogła ;/ włosięta wyglądają na troszkę przeciążone, strączkują się, wyglądają nijako, wiszą sobie tak smętnie. Obraz nędzy i rozpaczy wręcz xd 
Zdjęcia też nie powalają, nie dość, że włosy nie chciały współpracować to aparat też. 
Nie wiem gdzie popełniłam błąd, być może powinnam postawić na minimalizm, a może to Kallos Latte niezbyt mi służy ? 
Dużo pytań, mało odpowiedzi :) Będę dalej kombinować. A najpewniej wkrótce wybiorę się do fryzjera i wtedy powinno być lepiej :)

A jak tam Wasze włosy ? 

Trzymajcie się ciepło :)

sobota, 24 października 2015

Po dłuższej nieobecności..

Hej dziewczyny :)

Przyznam się szczerze, że blogowanie w tym miesiącu niezbyt szło po mojej myśli ;/ wystarczy popatrzeć na archiwum - to będzie zaledwie trzeci wpis...i wcale nie jest to powód do dumy. Usprawiedliwiam się jedynie tym, że ostatnio naprawdę miałam wypełniony po brzegi czas. Przede wszystkim ślub mojej siostry - dużo przygotowań, stresu, a na koniec spora dawka radości i wzruszenia :) na weselu bawiłam się fantastycznie i bardzo żałuję, że wróciła ta szara rzeczywistość, ale trzeba żyć dalej. 

Żałuję, że nie sfotografowałam swojej fryzury, ale przyznam, że nawet nie było kiedy zrobić zdjęcia, a opisać uczesania zwyczajnie nie umiem - cóż włosy były upięte i tyle jestem w stanie powiedzieć xd 
Niestety ich kondycja trochę się pogorszyła, poprzez tony lakieru, jeszcze nie doszłam z nimi do ładu, ale mam nadzieję, że z biegiem czasu, będzie lepiej.

W tym miesiącu zdążyłam jeszcze na weekend wyskoczyć w Bieszczady z rodzinką i chłopakiem :) Było mnóstwo zwiedzania, zaliczyłam również swój pierwszy szczyt - czyli Połoninę Wetlińską. Na początek najlepszy, chociaż kondycja moja pozostawia wiele do życzenia. Niestety pogoda nie dopisała, na szczycie wszechobecna była mgła, więc jak się domyślacie nic nie było widać. Ale połknęłam bakcyla, mam ochotę na więcej ^^

Odnośnie kolejnych wydarzeń cóż...tydzień temu skończyłam 22 lata. Był tort, życzenia..przyznam, że w tym dniu czułam się naprawdę wyjątkowa :) a prezent jak najbardziej mi się podobał - oczywiście pochwalę się nim przy okazji wpisu o nowościach październikowych, bo to rzecz jak najbardziej kosmetyczna. O dziwo miałam czas na zakupy, także na dniach poczytacie o tym, co nakupiłam ; )
 
Początek października obfitował też w wydarzenia związane z początkiem roku akademickiego - ćwiczenia, wykłady, do tego projekty,  prezentacje a na koniec oczywiście praca licencjacka, którą będę pisać z przyjemnością - tematem będą metody przyspieszania porostu włosów - oczywiście te najbardziej nam znane :)
Najprawdopodobniej będę musiała znaleźć kilka chętnych osób z bliskiego otoczenia o testowanie tych metod. Zadanie troszkę trudne, ale zobaczymy jak wyjdzie, ostatecznie może poproszę Was o pomoc ;) Ktoś chętny na picie napoju drożdżowego ? :> 

A na koniec tego wpisu w ramach takich małych przeprosin chciałabym również zorganizować małe rozdanie, ale więcej szczegółów będzie jak skompletuję paczkę :)

A Wam jak mija miesiąc ?

Trzymajcie się ciepło :)



środa, 7 października 2015

Dzień dla włosów - Kallos Blueberry i Isana Oil Care

Hej dziewczyny :)

Teoretycznie jest to kolejna Niedziela dla włosów. Teoretycznie, bo rytuał pielęgnacyjny odbył się aż we wtorek - jak wiecie całkiem niedawno się skusiłam na hennę, chciałam tym samym dać włosom w pełni zgrać się z kolorem, dlatego wypadło tak a nie inaczej ;)  mamy już środę, uznałam, że wyjątkowo ten post nie będzie Niedzielą włosową, a jedynie Dniem dla włosów ;)

Zaczynamy więc :)

Użyłam:
- olej sezamowy Wellness&Beauty ( olejowałam na sucho, na trzy godziny)
- maska Kallos Blueberry, nałożona na naolejowane włosy pół godziny przed myciem
- szampon Isana Med (oczyściłam skalp, włosy umyła spływająca piana)
- maska Isana Oil Care, Effektiv - Kur, na ok. 5 minut.

Po spłukaniu maski, osuszyłam delikatnie włosy, rozczesałam je na mokro i pozostawiłam do wyschnięcia. O dziwo wyschły bardzo szybko, podejrzewam, że włosięta są jeszcze troszeczkę przesuszone po hennowaniu.


Tak wyglądają dzień po myciu. Włoski są wygładzone, miękkie, miłe w dotyku, powiedziałabym nawet że śliskie - na pewno od nasady do połowy długości włosów. Stawiam, że to zasługa henny, tym bardziej, że włoski cały czas pięknie się błyszczą :) Jak widać kolorek również jest troszkę inny ale wiadomo - aparat kłamie ;)

Z rzeczy trochę mniej pozytywnych - widać, że końcówki  się proszą o podcięcie. Cóż fryzjer się kłania :) Ale najpierw poczekam na przypływ gotówki heh.

Jestem całkiem zadowolona z efektu, włoski powoli dochodzą do siebie i to jest najważniejsze ;)

Trzymajcie się ciepło :)


piątek, 2 października 2015

Mój pierwszy raz z...henną :)

Hej dziewczyny :)

O przygodzie z henną myślałam już od dawna, ale zawsze brakowało tego czegoś co mnie zmotywuje do dalszego działania na tym polu ;) Nie farbuję (chemicznie) już włosów od dobrych dwóch lat, w tym czasie parę razy eksperymentowałam z ziołowym balsamem koloryzującym z Venity - efekty nie były złe, ale chciałam od zawsze spróbować tej prawdziwej henny, o której tyle czytałam na wielu blogach. Niestety nigdzie nie mogłam jej upolować, odwiedziłam chyba wszystkie sklepy zielarskie w okolicy, a nie chciałam też robić zakupów przez internet.
Cud się zdarzył w momencie kiedy weszłam do apteki w jednej z rzeszowskich galerii. Od razu zobaczyłam półki z włosowymi dobrociami i przede wszystkim hennę Khadi ; ) po chwili zastanowienia wybrałam odcień jasny brąz i wraz z innymi łupami powędrowałam do kasy. 

To było w maju, mamy początek października, dlaczego więc tyle zwlekałam z farbowaniem, skoro tak bardzo chciałam tego spróbować ? Cóż to nie kwestia lenistwa, ale chyba czekałam na odpowiedni moment ;)
Myślę, że już nadszedł, naturalny odrost już jest spory, a do tego zbliża się wielki dzień mojej siostry, także nie ukrywam, chciałabym też w tym dniu wyglądać dobrze :) 

Jak wyglądał ten mój pierwszy raz ?

Czytałam mnóstwo wpisów blogerek które na pewno mają większe doświadczenie z hennowaniem - okazały się niezwykle przydatne :) Nie chciałam jednak kombinować, dlatego odpuściłam sobie dodawanie masek, siemienia lnianego itd. Byłam ciekawa jak moje włosięta zareagują na klasyczną kombinację henny z wodą, bez żadnych dodatków. 

Dzień przed koloryzacją, a konkretniej wczoraj wieczorem wsypałam do szklanej miseczki zawartość torebki która była w opakowaniu ( oprócz henny znajdziemy tam również rękawiczki ochronne, czepek foliowy oraz instrukcję)  Moim oczom ukazał się zielonkawy proszek o specyficznym, mocnym ziołowym zapachu - jak dla mnie śmierdzącym okrutnie, ale było do przeżycia :) 
Następnie stopniowo do miseczki wlewałam ciepłej wody i mieszałam. Bałam się że powstaną grudki - pojawiły się, ale po długim mieszaniu zniknęły na szczęście. Konsystencja była w porządku, niezbyt gęsta, ale nie rzadka. Całość pozostawiłam na noc, aby henna się utleniła :)

Nazajutrz umyłam włosy rumiankowym szamponem Barwa i osuszyłam czuprynę. Do miseczki z przygotowaną henną dolałam odrobinę wody, ponieważ przez noc troszkę zgęstniała i ściemniała, ale tego akurat się spodziewałam. Przystąpiłam zatem do nakładania henny :) Zajęło mi to troszkę czasu, ale było też niestety trochę paćkania się ;/ wiem jednak, że to kwestia wprawy i w niedalekim czasie powinno mi to iść sprawniej.

Po operacji hennowania, założyłam czepek, owinęłam głowę ręcznikiem i spędziłam tak wesoło 2 godziny :)

Po tym czasie bez problemu spłukałam włosy i delikatnie osuszyłam. Pozostawiłam do wyschnięcia niecierpliwie czekając na efekty :)

Na ten moment wyglądają tak ( po wysuszeniu )

Bez lampy:


Z lampą:


Oczywiście czuję, że włoski są lekko przesuszone, ale szczerze mówiąc mało się tym przejmuję, zwłaszcza, że aż tak tragicznie nie jest :) Jestem świadoma tego, że prędzej czy później uda mi się doprowadzić włosy do ładu, dlatego jestem bardzo zadowolona z efektu. 
Włoski wyglądają na grubsze i gęściejsze, pięknie błyszczą, nie strączkują się jak to mają w zwyczaju. Zobaczymy jak czuprynka będzie wyglądać jutro i pojutrze, ale jak na razie jest dobrze :) 
Co do koloru, to raczej wiadomo jak ciężko jest go uchwycić na zdjęciu. Zależało mi na odświeżeniu odcienia i ujednoliceniu go, myślę, że się udało :) 

Jak oceniam pierwsze hennowanie ? Na mocną piątkę :) 

A Wam jak się podoba ? Macie już za sobą przygodę z henną ? 

Trzymajcie się ciepło :)