piątek, 26 lutego 2016

Ciach, ciach i po włosach ;)

Hej dziewczyny :)

W ostatnim poście wspominałam Wam, że dokładnie wczoraj była planowana moja wizyta u fryzjera - oczywiście doszła ona do skutku, o czym się przekonacie zaraz ;)

A jak ogólnie wspominam moje dotychczasowe odwiedziny w salonie fryzjerskim ? 
Nigdy było żadnych tragicznych zwrotów akcji, za dużo obciętych centymetrów czy wielogodzinnego farbowania. 
Było wręcz odwrotnie - spokojnie, poprawnie, wręcz nudno ;) Ale taka nuda jeszcze ujdzie, o ile fryzjer nie zrobi na naszej głowie sieczki, prawda ?

Co w takim razie skłoniło mnie do ponownych odwiedzin ?

Przede wszystkim czas. Zbyt długo nie obcinałam włosów, co niestety było widać. Przez to w ostatnim czasie, moje włosy stały się po prostu...za długie. Zapuszczałam je dokładnie od początków włosomaniactwa czyli już ok 2 lata i do tej pory nosiłam jeszcze zniszczone pasma które maltretowałam kiedyś farbą i prostownicą. Nachodziły mnie owszem myśli, że fryzjer potrzebny itd, ale szybko je wyrzucałam, tłumacząc się, że mam jeszcze czas. 
Niby tak jest, ale po co czekać kiedy ta wymarzona długość włosów mnie już nie cieszy, a rozczesanie ich jest nie lada wyczynem ?  
Początkowo chciałam pozbyć się kilku centymetrów, ale cóż skończyło się na chęciach, bo z długości poszło troszkę więcej - na pewno ok. 10 cm - ale od razu poczułam się lżej ;)
Ponadto fryzjerka troszkę wycieniowała włosy, aby odżyły, nabrały lekkości i przede wszystkim objętości. Potrzebowałam takiego odświeżenia, jakiejś odmiany i myślę, że w pełni to się udało.

A oto nowe włosy ;)


Zdjęcia robione wczoraj wieczorem 


A tu zdjęcia robione dzisiaj, w świetle dziennym

Najprawdopodobniej ścięte zostały wszystkie zniszczone partie włosów z czasów sprzed włosomaniactwa, więc automatycznie moja czupryna powinna zmienić porowatość ;) dlatego jestem bardzo ciekawa jak będą wyglądać po myciu, jak będą się układać, jaki będzie skręt i przede wszystkim jakie kosmetyki będą im teraz służyć - to tak jakbym zaczynała zupełnie od zera.
Aż nie mogę się doczekać pierwszego mycia, takiego "po mojemu" ;)

Odnośnie samego cięcia jestem całkiem zadowolona, ale...no zawsze musi być jakieś ale. Wydaje mi się, że włosy jednak mam zbyt krótkie, ale to może takie chwilowe wrażenie - cóż, teraz nie ma co narzekać, chciałam zmian to mam ;) Na pewno plusem są odświeżone, zdrowe końcówki oraz to, że fryzura nabrała kształtu i objętości.

Ale myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby dalej kłaczki zapuszczać :)


Jak Wam się podoba ? Też macie czasem ochotę zrobić większe ciach, ciach ? 

Trzymajcie się ciepło :)


wtorek, 23 lutego 2016

Kolejna próba mycia skalpu i włosów odżywką - i zapewne ostatnia ;)

Hej dziewczyny ;)

Dla nas włosomaniaczek mycie włosów odżywką jest czymś całkiem normalnym - przypomnijmy jest to teoretycznie najdelikatniejszy forma mycia skalpu i włosów chociaż przeznaczenie tego produktu jest całkiem inne. Metoda mycia odżywką jest szczególnie polecana przy wrażliwym, problematycznym skalpie oraz przy włosach falowanych i kręconych - skóra głowy aż tak nie kaprysi ale teoretycznie moim falom powinno to pasować. A jak wychodzi w praktyce ? Niekoniecznie tak jakbym chciała.

Jak wyglądały moje wcześniejsze próby mycia odżywką ?

Nijak.
Ową metodę wypróbowałam już w pierwszych miesiącach włosomaniactwa, a posłużyła mi wtedy do mycia odżywka b/s Joanna z pokrzywą. Jak wyglądała moja pierwsza próba ? Z tego co pamiętam, nie olejowałam włosów, tylko od razu przystąpiłam do oczyszczania skalpu i włosów, a po krótkim czasie odżywkę spłukałam. Nic już potem nie nakładałam, żadnych maseczek i olejków, tylko z ciekawością wyczekiwałam, aż moje włosięta wyschną.
Cóż efekt był całkiem, całkiem, skręt się poprawił, włosy były mięsiste i miękkie, ale za to włosy u nasady wyglądały już na przetłuszczone. Przy pierwszym razie mogłam popełnić parę błędów, stąd taki efekt, ale zniechęcił mnie na tyle, że powróciłam do szamponów.

Na następną próbę zdecydowałam kilka miesięcy później, a jako myjadło posłużył mi Kallos Color.
Nie była to jednak udana próba, włosy u nasady i na długości były obciążone, ale zwaliłam to na lekkie silikony które znajdują się w składzie Kallosa.

Następna próba ?
Postanowiłam, że zacznę myć włosy Kallosem Blueberry, ale skalp już szamponem. Ciężko mi na razie wyrobić zdanie jak ta metoda się spisuję, ale będę dalej eksperymentować. Wczoraj jednak uznałam, że spróbuję jeszcze raz sprawdzić odżywkę b/s Joanna z pokrzywą - jest już u mnie długo, długo, ale termin ważności jeszcze nie minął, dlatego jeszcze z niej skorzystałam.
Tym samym zrobiłam ostatnie podejście do tej metody mycia. 

Czyli:
- rozczesałam dokładnie włosy 
- zwilżyłam je
- nałożyłam pierwszą partię odżywki, oraz delikatnie wmasowałam ją we włosy
- następnie nałożyłam kilka partii odżywki na skalp ( oczywiście w różnych miejscach )
- dokładnie i długo masowałam skórę głowy, tak aby myjadło mogło zadziałać i usunąć wszystkie zanieczyszczenia
- bardzo dokładnie spłukałam odżywkę

Czynność powtórzyłam :)

Wydaje mi się, że wszystko zrobiłam tak jak powinnam, ale po raz kolejny efekt nie był zadowalający. Warto zaznaczyć, że przed myciem nie olejowałam włosów, a po myciu nie nakładałam odżywki/maski.


Jest dokładnie tak jak widzicie - włosy u nasady i na długości są obciążone, postrączkowane i nie wyglądają zbyt pięknie i estetycznie. Do tego bardzo się plątają i ciężko je rozczesać. Pozostaje je tylko związać ;)

Potulnie wracam do szamponów, a odżywka/ maska niech posłuży mi jako produkt pielęgnacyjny po myciu. Ewentualnie jako pierwsze O w metodzie OMO. 

Nigdy więcej ! ;)

Służy Wam odżywka do mycia czy wolicie zwykły szampon ? 

Trzymajcie się ciepło :)


Ps. Szykują się małe zmiany, a jest to związane z moją czwartkową wizytą u fryzjera. Na pewno pozbędę się kilku centymetrów, ale być może skuszę się na znaczne skrócenie włosów - moje włosy aż się proszą o jakąś odmianę, więc kto wie co wyjdzie. Aż nie mogę się doczekać ;) 

niedziela, 21 lutego 2016

Rimmel, Lasting Finish Nude 25h

Hej dziewczyny ;)

Wybierając podkład do codziennego stosowania zazwyczaj kierowałam się tym, aby przede wszystkim dobrze krył. Miało być gęsto, kryjąco, matująco, ale naturalnie bez efektu maski - wierzyłam, że dzięki temu na pewien czas uda mi się zapomnieć, co tak naprawdę kryje się pod warstwą fluidu. Czyli mniejsze lub większe niedoskonałości oraz blizny potrądzikowe. 

Jakiś czas temu jednak pomyślałam, że mojej skórze przyda się pewna odmiana. Są takie dni, kiedy nie potrzebuję wielkiej, kryjącej szpachli, więc dlaczego by nie spróbować czegoś lekkiego ? Okazja do zakupu nadarzyła się podczas listopadowej promocji w Rossmannie -49%, kiedy w oko wpadł mi podkład z Rimmela. Pomyślałam, że to może być coś czego szukałam i bez zastanowienia produkt trafił do mojego koszyka. Mamy miesiąc luty, więc minęło już sporo czasu od tego wydarzenia i myślę, że mogę już spokojnie się wypowiedzieć na temat tego produktu.




Na początek, może warto wspomnieć, jakie były moje oczekiwania wobec niego. Cóż, miał przede wszystkim służyć mi w dniach, kiedy moja cera nie kaprysi - aby mogła pooddychać, myślę, że przy gęstym fluidzie nie było na to szans. To po pierwsze.

Po drugie, podkład miał wyglądać naturalnie na twarzy, dobrze współgrać z kremem na dzień i wyrównać koloryt. I w zasadzie to chyba tyle ;) Nie oczekiwałam jakiegoś oszałamiającego krycia czy efektu matu, za to miał już odpowiadać korektor i puder. Oczywiście wiadomą jest rzeczą, że niemile były widziane podkreślone suche skórki czy zapychanie. Co to to nie ;P

A o tym czy podkład spełniał moje oczekiwania, dowiecie się zaraz ;)

Najpierw trzeba wspomnieć co obiecuję nam producent:

OPIS PRODUCENTA:

Podkład udoskonalający cerę. Naturalnie kryje oraz daje uczucie nawodnionej i nawilżonej skóry. Lekka formuła natychmiast stapia się ze skórą ujednolicając ją i minimalizując widoczność porów. Odporny na pot, wysokie temperatury, wilgoć i ścieranie - aż do 25 godzin. Naturalne krycie które Cię nie zawiedzie. Testowany dermatologicznie. 

Bardzo intryguje mnie ta obietnica 25 godzin trwałości - niestety chyba mało kto jest w stanie w to uwierzyć ;)

Warto też zaznaczyć, że podkład zawiera filtr SPF 20 

Dostępne odcienie: Light Porcelain, Ivory, Soft Beige, Classic Beige, Sand, True Nude

Ja zaś posiadam odcień Ivory.


OPAKOWANIE:

Mamy tutaj do czynienia z tubką zakręcaną nakrętką, o pojemności 30 ml. Jeśli chodzi o podkład, to moim zdaniem tubka jest chyba najlepszym rozwiązaniem w kwestii opakowania, mamy wtedy szanse w pełni wykorzystać produkt, chociaż jest ryzyko, że jednorazowo wyciśniemy go zbyt dużo. Szata graficzna jest w porządku, utrzymuję się w biało-czerwonej tonacji.

KONSYSTENCJA I ZAPACH:



Konsystencja jest lekka i trochę leista ale mi to nie przeszkadza w aplikacji. Podkład łatwo się rozprowadza na twarzy, niestety nie mogę się wypowiedzieć, jak współpracuje z pędzlem, bo aplikuję go jedynie palcami - tak jest mi najwygodniej ^^. Niestety przez taką konsystencję podkład troszkę mi brudzi nakrętkę. Myślę, że w pełni obrazuje to zdjęcie. Bardzo mi to przeszkadza, mam wrażenie, że przez to produkt niepotrzebnie się marnuje, tym bardziej, że po otwarciu już się wylewa z tubki. 
Odnośnie zapachu, jest przyjemny, ale niewyczuwalny. 

ODCIEŃ:

Jak już wspomniałam wyżej, oceniam odcień Ivory - wybrałam go po długich oględzinach i po jeszcze dłuższym zastanawianiu się, czy to na pewno dobry wybór, jako, że jestem posiadaczką jasnej cery.  Ale warto było, bo odcień jest w zasadzie idealny, dobrze się wtapia w skórę, wygląda naturalnie i nie ciemnieje. 


Odcień Ivory także porównałam z odcieniem Champagne podkładu Pierre Rene Skin Balance

WYDAJNOŚĆ:

Podkładu używam na zmianę z Pierre Rene Skin Balance, więc tak naprawdę ciężko mi ocenić jak jest z wydajnością przy codziennym stosowaniu. Ale po 4 miesiącach użytkowania, już czuję, że dobija dna. 

CENA:

Stacjonarnie podkład możemy nabyć za ok 27 zł ( np. w Rossmannie). Nie jest to drogo, jak na taką jakość cena jest niska, ale warto polować na promocję.
Internetowo podkład można kupić taniej, bo za ok. 19 zł

DOSTĘPNOŚĆ:

Pod tym względem nie ma żadnych problemów. Podkład znajdziemy w każdej drogerii w której jest szafa Rimmela. Dostępny jest również w praktycznie każdej drogerii internetowej.

DZIAŁANIE:

To co najważniejsze ;) Już na wstępie powiem, że podkład owszem spełnił moje oczekiwania. 
Czyli: wygląda naturalnie na skórze, wyrównuje koloryt i dobrze współpracuje z kremem. W połączeniu z dobrym korektorem daje pożądany efekt. Matuje tak jak powinien czyli bez efektu maski, a krycie jest na poziomie średnim, co mnie mile zaskoczyło. 
Warto też zaznaczyć, że nie ciemnieje, nie podkreśla suchych skórek i nie ściera się. Co do trwałości...nie miałam okazji wypróbować tych 25 godzin, ale powiem Wam, że nie jest jakoś tragicznie. Po kilku godzinach, cera wymaga poprawek, co jest i tak dobrym wynikiem, powiedzmy sobie szczerze, że jakoś cudów nie oczekiwałam ;) 


Przed aplikacją podkładu, skóra nie wygląda najlepiej - drobne zmiany i zaczerwienienia widać gołym okiem. Po nałożeniu podkładu, koloryt na szczęście już jest wyrównany, a niedoskonałości są mniej widoczne ;) 

PLUSY:
- poręczna tubka
- dostępność
- naturalny efekt
- lekkość
- wyrównany koloryt
- łatwa aplikacja
- mat kontrolowany
- trwałość przeciętna (w zasadzie to żaden plus, ale też nie minus)
- dobry podkład pod krem
- średnie krycie 
- nie podkreśla suchych skórek, nie ciemnieje, nie ściera się
- filtr SPF 20
- dobrze współpracuje z płynem micelarnym

MINUSY:
- leista konsystencja która wylewa się z pod tubki
- można niechcący wycisnąć zbyt dużo podkładu

CZY KUPIĘ PONOWNIE RIMMEL LASTING FINISH NUDE 25h ?


Najprawdopodobniej tak ;) podoba mi się jego działanie i to, że moja skóra czuje się z nim dobrze. Oczywiście warto również testować inne podobne produkty, ale jako, że podkładów nigdy za dużo, to myślę, że ten zawsze już znajdzie miejsce w mojej szufladzie z kolorówką.

PODSUMOWUJĄC:


Mogę spokojnie polecić ten podkład każdemu, nie tylko posiadaczkom idealnej cery którym wystarczy lekkie krycie i ujednolicenie kolorytu. Sprawdza się dobrze jako taki produkt na co dzień, jest jak druga skóra, tylko w lepszej wersji :) Nie chodzi tu jednak o to, żeby stosować go cały czas, w chwili kiedy jednak potrzebujemy większego krycia, to myślę, że warto czasem użyć bardziej treściwego podkładu, myślę, że w ten sposób bardzo fajnie się uzupełniają. 



Gama kolorystyczna może nie powala, ale myślę, że posiadaczki jaśniejszej cery mogą znaleźć coś dla siebie - odcień Ivory jest naprawdę godny uwagi i ma szansę się sprawdzić.
Osobiście polubiłam go na tyle, że używam go znacznie częściej niż Pierre Rene Skin Balance - ale to dlatego bo ten mi się już trochę znudził, więc przydały by się małe zakupy. 

Ogólnie jest to dobry podkład, który spisuje się na piątkę z minusem, za tą troszkę problematyczną konsystencję :)

Znacie go ? 
Wolicie podkłady lekkie czy bardziej kryjące ?
A może używacie już podkładów mineralnych ? Osobiście bardzo mnie ciekawią ;)

Trzymajcie się ciepło :)



wtorek, 16 lutego 2016

Najpiękniejsze zapachy włosowych kosmetyków - moje typy

Hej dziewczyny ;)

Jak pamiętacie całkiem niedawno zwracałam uwagę na techniczne właściwości naszych kosmetyków do włosów - przy okazji doszłam do pewnych wniosków odnośnie tego co kieruje nami podczas zakupów - czy przykładowo zapach a może jednak dobry skład ? Więcej o tym możecie przeczytać tutaj, a dzisiaj zapraszam Was na mój ranking najpiękniejszych zapachów w kosmetykach do włosów.

Oczywiście będzie to zestawienie subiektywne, zdaję sobie sprawę z tego, że zapachy w których gustuję, niekoniecznie muszą się podobać innym osobom. Ponadto będę się opierać na produktach z którymi już miałam styczność - to mnie niestety ogranicza, bo pewnie istnieje jeszcze wiele innych wartych uwagi zapachów, z którymi nie miałam do czynienia.  Jeżeli Wy znacie takie perełki, to proszę napiszcie o tym w komentarzach, bardzo chętnie poznam Wasze typy :)



Mój zdecydowany numer jeden jeśli chodzi o zapach to....


KOSMETYKI DO WŁOSÓW YVES ROCHER


Na pewno są bardzo znane każdej włosomaniaczce i myślę, że zdecydowana większość już zdążyła wypróbować (powąchać ) przynajmniej jeden produkt tej marki. Moja miłość rozpoczęła się już jakiś czas przed założeniem bloga kiedy kupiłam szampon odbudowujący z olejkiem jojoba. Macie czasem tak, że przy szczególnym zapachu wąchacie go przy każdej wizycie w łazience ? U mnie właśnie tak było ;) Po zdenkowaniu szamponu, nie kupiłam go jednak ponownie, bo bardzo chciałam wypróbować produkty Orientany, Biolaven itd.

Po Nowym Roku, jednak miałam okazję odwiedzić stacjonarny sklep tej marki, o czym już pisałam w ostatniej aktualizacji - i moja miłość do tych zapachów ponownie wróciła ;)

Co je charakteryzuje ? Delikatna, nienachalna, kwiatowa woń i co najważniejsze nie przyprawia o ból głowy. Nadal z przyjemnością wącham malwowy szampon zwiększający objętość, może nie przy każdej wizycie w toalecie, ale dość często ;)
Czy zapach utrzymuję się po myciu ? Co do szamponu ciężko mi powiedzieć, ale kilka razy już używałam odżywki z mleczkiem z owsa i powiem Wam, że zapach jak najbardziej się utrzymuję. Nie muszę chyba mówić, że też jest absolutnie boski ! :)

Żałuję, że mogę się opierać tylko na kilku produktach tej marki, ale stawiam, że każdy ich kosmetyk do włosów ma cudowny zapach ;)


INNE ULUBIONE MARKI JEŚLI CHODZI O ZAPACH TO...


KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW GARNIER FRUCITS 

Kolejna znana Wam pozycja, te produkty w odróżnieniu od kosmetyków Yves Rocher, charakteryzuje przede wszystkim łatwa dostępność i przystępna cena. A zapach również jest zdecydowanym atutem tych produktów. Ja miałam do czynienia tylko z odżywką Garnier Frucis Oleo Repair, ale wiem, że pozostałe wersje również pachną pięknie ;) A konkretniej jest to zapach słodkawy, taki troszkę owocowy, czuję, też troche chemii, ale nie przeszkadza to w ogóle - wiecie nie jestem mistrzem w ocenianiu jeśli chodzi o ten aspekt. W każdym razie te kosmetyki bardzo przyjemnie się użytkuje, bez uszczerbku na nosie.

MASKI BIOVAX, ORAZ SERIA BIOVAX GLAMOUR


Kolejna solidna marka, która kusi bardzo dobrym składem, dobrą wydajnością, oraz właśnie zapachem. Mamy także duże pole do wyboru, bo jest mnóstwo rodzajów Biovaksów, a każda wersja pachnie inaczej, ale jednak dominuję taka delikatna, przyjemna woń. Nie czuć chemii. Moja opinia opiera się po testach saszetek biedronkowych, ale swego czasu w swoich zapasach miałam także wersję do włosów suchych i zniszczonych i jak najbardziej zapach mi się podobał. Trzeba także zwrócić uwagę na to, że maseczki z serii Glamour pachną zupełnie inaczej ale są równie ciekawe. Ich aromat jest bardziej intensywny ale nienachalny, kojarzy się przede wszystkim z luksusem - tak właśnie pachnie Biovax Pearl, ale myślę, że pozostałe "ekskluzywne" rodzaje mają podobny zapach.

POJEDYNCZE PRODUKTY KTÓRE ZAPACHOWO TRAFIAJĄ W MÓJ GUST:

KALLOS KERATIN 


Tak naprawdę to jedyny Kallos które wg mnie mają ponadprzeciętny zapach.Wersja Keratin ma aromat intensywny, odrobinę chemiczny, troszkę kojarzy mi się z męskimi perfumami i w tym przypadku to jego atut. Niestety działanie tej maski nie jest idealne, ale to temat na inny post, potocznie nazywany recenzją :)
Być może inne rodzaje Kallosów pachną równie fantastycznie, na ten moment miałam do czynienia jeszcze z wersją Blueberry, Omega, Color i Silk. Podejrzewam, że bananowy Kallos podbiłby moje serce ;)

ODŻYWKA NIVEA LONG REPAIR

Zapach typowy nivejkowy, może trochę chemiczny ale bardzo mi się podobał i to był jedyny atut tej odżywki :)

MYTHIC OIL


Kolejny produkt którego zapach jest typowo ekskluzywny, osobiście kojarzy mi się z bardzo drogimi profesjonalnymi kosmetykami do włosów. Ogólnie olejki są takimi kosmetykami w których zapach odgrywa istotny element, przede wszystkim powinien delikatnie utrzymywać się po aplikacji i taki jest właśnie Mythic Oil :)

MYDŁO CEDROWE BANIA AGAFII


Nie mogło tu zabraknąć rosyjskiego przedstawiciela :) Ma on zapach wyjątkowy, świeży, aromatyczny i dominują przede wszystkim leśne klimaty. Jest bardzo przyjemny i absolutnie nie wyczuwam chemii.

KOSMETYKI DO WŁOSÓW Z KTÓRYMI MÓJ NOS NIE MIAŁ STYCZNOŚCI I BARDZO TEGO ŻAŁUJE:

Maski Planeta Organica: Marokańska i Ajurwedyjska

Pozostałe kosmetyki do włosów Yves Rocher, maski Biovax Glamour, Biovax Awokado & Bambus

Kallos Pro - Tox, Banana, Multivitamina



A niebawem opowiem Wam o kosmetykach do włosów, które pachną wg mnie trochę...mniej ładnie :)

Jakie są Wasze typy jeśli chodzi o zapachy włosowych kosmetyków ? Podobne do moich ?
A może znacie jakieś inne cudownie pachnące perełki ?
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

Na koniec chciałabym Was przeprosić, za tak ograniczoną obecność na blogu. Ostatnio wspominałam, że szykuje się przeprowadzka i cóż, wiąże się to też z remontem - ostatni tydzień kompletnie wycięty z życiorysu, a to jeszcze nie koniec ^^ na razie pocieszam się tym, że efekt końcowy może być całkiem całkiem, a najbardziej chyba jestem zadowolona z mojej bordowej ściany ;P szykuje się nowe tło do włosowych zdjęć ;)

Trzymajcie się ciepło :)


niedziela, 7 lutego 2016

Niedziela dla włosów #23 - mały miszmasz

Hej dziewczyny ;)

Nie przedłużając rozpoczynam kolejną relację z Niedzieli dla włosów :) 

Odżywianie przed myciem: mix olei i maseczek na 2 godziny
Mycie: włosy na długości - Kallos Blueberry, skalp - mydło cedrowe Bania Agafii
Odżywianie po myciu: jedwabista odżywka Yves Rocher z mleczkiem z owsa

Po raz kolejny zapragnęłam odmiany i zdecydowałam się na totalny miszmasz jeśli chodzi o odżywianie przed myciem, użyłam bowiem praktycznie wszystkiego co mi wpadło w ręce ;) 
Byłam bardzo ciekawa jak włosy zareagują na takie bogactwo produktów.

Co znalazło się w mieszance ?
Pół łyżeczki Kallosa Blueberry, pół łyżeczki Kallosa Omegi, pół łyżeczki maseczki Isana z olejkiem arganowym, pół łyżeczki maski BingoSpa proteiny kaszmiru i kolagen, pół łyżeczki maski aloesowej NaturVital, odrobina olejku sezamowego do kąpieli Wellness&Beauty, odrobina oleju z nasion bawełny, troszkę oleju rycynowego oraz kapsułka witaminy E.
Oczywiście mogłam jeszcze bardziej wzbogacić mieszankę kolejnymi maskami czy domowymi półproduktami, ale nie chciałam też przesadzać ;)

Wszystkie produkty dokładnie wymieszałam i nałożyłam na włosy na ok. 2 godziny pod czepek. 
Po tym czasie umyłam włosy na długości Kallosem Blueberry, a skalp mydłem cedrowym Bania Agafii. 
Po myciu czas na kolejne odżywianie ;) Nie zamierzałam jednak spędzać kolejnych 30 minut z kolejnym mazidłem, dlatego sięgnęłam po odżywkę Yves Rocher z mleczkiem z owsa i nałożyłam ją na ok. 5 minut. Następnie dokładnie ją spłukałam i pierwotnie miały schnąć naturalnie. Niestety niedługo potem musiałam pilnie wyjść, dlatego skorzystałam z suszarki.




Jak widać, efekt nie powala :P Z jednej strony czuję, że włosy są miękkie i błyszczące, ale z drugiej są miejscami spuszone, wiszą tak sobie smętnie, nie chcą się układać, a rozczesanie ich jest nie lada problemem - niestety włosy bardzo szybko się plączą i cały czas muszę je przeczesywać. Wywinięte końce też "nie wyglądają"

Z przodu włosy prezentują się tak:


Tutaj już tragedii nie ma, widać, że klaczki są miłe w dotyku i ładnie błyszczą.

Generalnie dziwna ta niedziela. Następnym razem pokuszę się jednak o minimalizm.

A u Was jak tam ? Mam nadzieję, że włosy odpowiednio nakarmione ;)

Trzymajcie się ciepło :)


sobota, 6 lutego 2016

Aktualizacja włosowa - styczeń

Hej dziewczyny :)

Nareszcie koniec sesji ;) Egzaminy nie są mi już strasznie i spokojnie można żyć dalej. A, że przyszedł już miesiąc luty, to wypada wyskrobać kilka słów o tym jak minął miesiąc poprzedni czyli styczeń :) 
Było trochę mrozów, wieczorów z gorącą herbatą i trochę kosmetycznych zakupów. Jeśli chodzi o tą ostatnią rzecz, to nie jestem do końca z siebie  zadowolona, bo miałam ograniczyć kupowanie kosmetyków, ale mimo tego i tak wpadło mi do koszyka kilka rzeczy. O tym jednak zaraz, bo najpierw trzeba wspomnieć, jak się mają moje włosy po tym miesiącu ;) 

JAKICH PRODUKTÓW WŁOSOWYCH UŻYWAŁAM W STYCZNIU ?

SZAMPONY:
- mydło cedrowe Bania Agafii
- szampon Isana Med Urea
- szampon Farmona, Hair Genic, Acai&Volume

Niestety kompletnie zaniedbałam gruntowne oczyszczanie szamponem Barwa oraz peeling skóry głowy, co muszę absolutnie zmienić ;) o dziwo jednak skalp i włosy dobrze znoszą mycie delikatnym szamponem,  po mocniejsze szampony z SLS sięgałam zaledwie 2-3 razy. 
Odnośnie samego mycia nic się nie zmieniło. Nadal włosy myję dwa - trzy razy w tygodniu, przy czym oczyszczam skalp, a włosy na długości myje spłukiwana piana, lub odżywka czy maska.

ODŻYWKI:
- odżywka Yves Rocher 

Zazwyczaj odżywkę nakładałam na 3 - 5 minut.

MASKI:
Kallos Blueberry
Biovax Pearl
Planeta Organica, seria Morze Martwe, wersja regenerująca do włosów zniszczonych
Maska aloesowa NaturVital
Kallos Keratin
Kallos Omega

Kallos Blueberry najczęściej służył mi do mycia włosów na długości oraz do emulgowania oleju. Pozostałe maseczki nakładałam najczęściej po myciu na 15 - 30 minut, chociaż zdarzało mi się je również nakładać przed myciem z dodatkiem oleju lub bez.

OLEJE:
Olejek do kąpieli Wellness&Beauty 
Olej z pestek winogron

Najczęściej olejowałam włosy na sucho lub na odżywkę. Często także olej był dodatkiem do maski ;) Obecnie włosy olejuję raz w tygodniu, myślę, że im to w zupełności wystarcza. 

SERA:
Mythic Oil
olejek Marion migdały i dzika róża

Standardowo końce zabezpieczam po myciu, oraz codziennie.

STYLIZACJA:
brak


SUPLEMENTACJA:
brak


Czy coś wartego uwagi wydarzyło się jeszcze w styczniu ? 

Mogę się pochwalić, że nauczyłam się wiązać włosy na noc w całkiem zgrabnego koczka. Dzięki temu, dzień po myciu, po rozpuszczeniu włosów, mogłam podziwiać takie efekty:



Są dość zaskakujące, aż szkoda rozczesywać te loczki ;)

Udaje mi się też systematycznie zużywać maseczki które nie należą do moich ulubieńców, z czego jestem bardzo dumna. 

NOWOŚCI:

W styczniu poczyniłam także kilka włosowych zakupów. Tak się złożyło, że na początku roku miałam okazję odwiedzić stacjonarny sklep Yves Rocher. Miałam na oku kilka kosmetyków, które bardzo chciałam przetestować i z miłą chęcią zaniosłam je do kasy. Na początek wybrałam:
- szampon zwiększający objętość z wyciągiem z malwy 
- odżywkę z mleczkiem z owsa oraz z olejem ze słodkich migdałów
- maskę odbudowującą z olejem jojoba 

Miałam także w planach kupić odżywkę odbudowującą, ale niestety jej nie było. 

Oprócz cudów z Yves Rocher, do mojego pudełka trafił szampon Farmony, Hair Genic, Acai& Volume. Akurat szukałam następcy Isany Urea Med i tym oto sposobem, szampon Farmony trafił do mojego koszyka podczas zakupów w Biedronce - skład ma dość przyzwoity, dlatego powinno być dobrze. 

PLANY NA LUTY:
- ruszyła kolejna edycja akcji u Ewy, Zapuśćmy się na wiosnę :) Jesienna edycja nie poszła mi najlepiej, mam nadzieję, że tym razem się uda. O szczegółach co do akcji, moich planach opowiem niedługo, wtedy też dodam aktualne zdjęcie włosów, oraz ich obecną długość
- gruntowne oczyszczanie skalpu, ponadto chciałabym przetestować peeling kawowy
- systematyczne denkowanie produktów włosowych
- dalsze próby stylizacji koczkiem

Miesiąc jest krótki, a do tego szykuję się u mnie sporo zmian z przeprowadzką na czele ;) Mam nadzieję, że jednak nie ucierpi na tym moja pielęgnacja i suplementacja.

Jak wyglądają Wasze plany na luty ? 

Trzymajcie się ciepło :)