czwartek, 14 kwietnia 2016

Kallos - wielozadaniowa nieidealna maska :)

Hej dziewczyny ;)

Przeczucie Was nie myli, będzie dzisiaj o Kallosach ;) Nie będzie to jednak żadna recenzja, tym razem skupię się na moich przemyśleniach na temat tych maseczek.

Ciężko mi określić kiedy się zaczął konkretny szał na punkcie tych masek, w każdym razie przyznaję się bez bicia, że i ja padłam ofiarą takiego szału. Kiedyś wydawało mi się, że muszę przetestować każdą, ale to każdą wersję Kallosa - w tym momencie nie mam pojęcia jak chciałam to zrobić, ale cóż, to był czasy kiedy byłam bardziej ortodyksyjną włosomaniaczką, więc wtedy było wszystko możliwe.

Kiedy szał minął ? A no wtedy kiedy odkryłam rosyjskie kosmetyki do włosów :P
A tak naprawdę, to chyba wtedy kiedy odkryłam, że Kallosy nie są takie cudowne jak się wydawało, przynajmniej jeśli chodzi o moje włosy. Okey, nie robią za bardzo im krzywdy, ale gdzie ten super efekt ? Kallosy od zawsze działały dobrze czyli ułatwiały rozczesywanie i nabłyszczały, ale tego akurat wymagałam od odżywki. A trochę Kallosów już ich przetestowałam (keratin, silk, color, blueberry, latte, omega) więc myślę, że mogę się na ten temat wypowiedzieć.

Ale wiecie co ? Mimo tych mankamentów nadal uważam, że to jeden z lepszych kosmetyków włosowych i każda kobieta świadomie dbająca o swoje włosy powinna mieć przynajmniej jedno opakowanie tej maski w szafce.

Opowiem Wam dlaczego.



PROSTOTA SKŁADU:

Każda wersja Kallosa ma inny skład, ale schemat jest ten sam - jeden ze składników aktywnych jest już na 4 miejscu w składzie i najczęściej jest to olej, chyba, że mamy do czynienia z maskami proteinowymi czy nawilżającymi. Następnie mamy już substancję zapachową, więc przykładowo niektóre Kallosy opierają się głównie na wodzie, emoliencie (cetearyl alcohol), antystatyku (cetromonium chloride) oraz na oleju. Po zapachu możemy znaleźć jakiś  dodatkowy ekstra składnik (np. ekstrakt), kilka witamin, dwa lekkie silikony, kwas cytrynowy, kilka konserwantów - przykładowo tak jest w maskach emolientowych.

Dla kogoś taki skład może być wadą, no bo nie ukrywajmy szału nie ma - niestety dla włosów po przejściach maska o takim składzie może nie wystarczyć.
Z drugiej strony z wady można uczynić zaletę - teoretycznie im krótszy skład tym lepszy ;)
Dlatego też Kallos to...

IDEALNA MASKA DO TUNNINGÓW:
Właśnie przez ten krótki skład Kallosy są idealną bazą do tworzenia własnych mieszadeł - dzięki temu, że nie zawierają zbyt dużo składników aktywnych mamy spore pole do wyobraźni. Przypomnijmy, że tunningowanie to dodawanie do gotowych mazideł własnych półproduktów, np tych domowych (jajko czy miód ) jak i tych trudniej dostępnych (hydrolizowana keratyna, pantenol, mocznik)
I tak dzięki tym sposobem możemy stworzyć swoją własną idealną maskę która w pełni dogodzi naszej czuprynie nawet tej najbardziej wymagającej ;)
To naprawdę fajna sprawa o ile lubimy się bawić półproduktami oraz wiemy co nasze włosy lubią i czego w danej chwili oczekują.

KALLOS TO TEŻ IDEALNE MYJADŁO DO WŁOSÓW:
Każda z nas doskonale zna metodę mycia OMO i być może niejeden raz głowiła się którego produktu użyć jako pierwsze O. Myślę, że z Kallosem nie ma takiego problemu, bo poprzez skład ( tak, znowu skład ;P) nadaje się do tego zadania idealnie.
Dlaczego ? Bo zawiera wszystkie potrzebne składniki które pomogą ochronić włosy przed wysuszającym działaniem szamponu ( silikony, oleje)

KALLOS JAKO EMULGATOR OLEJU:
Jeżeli lubisz emulgować olej przed myciem aby mieć pewność, że nie wylądujesz ze smalcem na głowie, to zrozumiałe jest, że nie chcesz w tym celu wykorzystywać swojej ulubionej maseczki. Bo po prostu Ci jej szkoda na taką czarną robotę jak emulgowanie oleju ;) ale Kallos już się spokojnie nada - tym bardziej, jeżeli na Twoje włosy jako maska po myciu działa przeciętnie.
Tak samo Kallos bardzo dobrze się sprawdzi jako baza pod olej - każda z nas zna metodę olejowania na odżywkę. W tym przypadku dobrze się może sprawdzić Kallos Aloe pod olej - podobno potrafi zadziałać cuda.
Jest jeszcze jeden wariant. A mianowicie dodatek tej maski do mieszanki olejowej w sprayu w którym podobnie jak przy tunningu masek możemy użyć swojej wyobraźni oraz wykorzystać wiedzę o naszych włosach ;)

KALLOS JAKO ODŻYWKA B/S
Kallos nie musi być koniecznie odżywką do spłukiwania, z powodzeniem może zostać odżywką bez spłukiwania. Uprzednio musi być jednak odpowiednio rozwodniony. Idealna opcja dla kręconowłosych, które po odżywianiu stylizują czuprynę żelem ;)

KALLOS JAKO IDEALNA OPCJA DLA MINIMALISTEK:
Wyobraźcie sobie osobę, która ma bezproblemowe włosy i w zupełności wystarczy jej aby w miarę sprawnie je rozczesać po spłukaniu maski. Ponadto jakby później były błyszczące, ładnie dociążone ale nieobciążone - to byłby już ideał :)

POJEMNOŚĆ I CENA:
Czyli to co najbardziej charakteryzuje Kallosy ;) W końcu jeden litr to naprawdę już coś. Dla minimalistki to też idealne rozwiązanie. Dla mnie zresztą też, bo w cenie 10 -12 zł mam produkt który umyje mi włosy, zemulguje olej oraz będzie świetną bazą do tunningowania. A ponadto zawsze może mi posłużyć solo jako maska lub odżywka.
Do tego w pakiecie mamy znośne zapachy, estetyczna, nowoczesna etykieta, funkcjonalne opakowanie oraz coraz lepszą dostępność. 

W wielkim skrócie: mimo, że w działaniu mogą być (ale nie muszą) przeciętne, to moim zdaniem, i tak warto trzymać taki słój w szafie, ze względu na tą wielozadaniowość.

Macie podobne odczucia ? Lubicie Kallosy ? A może przymierzacie się dopiero do zakupu ?

Trzymajcie się ciepło ;)





15 komentarzy:

  1. Wszystko to co napisałaś pokazuje jak wielofunkcyjne potrafią być te maski i dlatego właśnie chętnie sięgam po Kallosy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadza się, dlatego właśnie uwielbiam Kallosy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie to wszystko ujęłaś;) Choć 1 Kallosa dobrze mieć;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak, pojemność i cena to największe zalety :D Ja się teraz czaję na banana, keratin mi odpowiadała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. właśnie tak :) Kallosy są dobre, ale nie rewelacyjne :D

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie Kallosy nie zawsze się dobrze sprawdzają, ale mimo to je lubię i zawsze mam co najmniej jednego w łazience :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie każdy Kallos działał inaczej :) Z Latte, Banana i Chocolate nie byłam zadowolona, Silk był okej, a Blueberry to mój największy hit, robił z włosami cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie wersja algowa sprawdza się naprawdę dobrze, ale ostatnio zaczęłam ją wzbogacać ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę mieć zawsze jakiegoś kallosa w zapasie, inaczej jakoś dziwnie się czuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zawsze sięgam po czekoladową maskę od Kallosa, ale z chęcią poznam też inne :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja lubię kallosy ale na skalp ich nie mogę kłaść bo uczulają

    OdpowiedzUsuń
  12. po masce Kallos z keratyną bardzo się zraziłam do tej firmy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Kallos Keratin też mi nie przypadł do gustu ;)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony ślad, mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej, będzie mi wtedy bardzo miło :)
Odwiedzam każdego komentującego, dlatego reklama jest zbędna :)
Pozdrawiam ciepło :)